Azjatyckie przysmaki.

Jest piękny, cichy wieczór, w oddali słychać odgłosy sfory kiboli emigrujących na południe. Samiec alfa, którego twarz przypomina mi pewnego znanego tygrysa, wrzeszczy najgłośniej modulując głosem niczym łoś lub niedźwiedź. Kot wskoczył na szafę, sąsiadka włączyła odkurzacz. Ale dzisiaj nie o tym.

Pomyślałem, że na dobry początek wypadałoby coś napisać. Dzisiejszym tematem będą smaki Azji. Historia zaczęła się niepozornie….

Otóż będąc na zakupach w galerii w moim mieście wszedłem do sklepu z orientalną żywnością o prostej nazwie Kuchnie Świata. Ku mojemu zaskoczeniu, półki były wypełnione różnego rodzaju chińskimi zupkami, mąkami (niedługo pojawi się przepis na przepyszne Mo Chi), ryżami i wieloma innymi rzeczami w ogromnych pakach, o których kupno nie posądzałbym nikogo przy zdrowych zmysłach. Całe szczęście, że druga strona sklepu prezentowała się bardziej dostępnie – małe słoiczki, przysmaki, żelki, owoce morza, napoje o egzotycznych smakach i puddingi w kolorowych opakowaniach cieszyły wzrok i zapraszały do zakupu.

Najlepszy okazały się słone paluszki o smaku larbu – Pretz.

Larb to rodzaj sałatki z mięsa mielonego popularnej w Laosie. Istnieje wiele odmian i wariacji na temat tego dania.

Opakowanie jak widać prezentuje się ładnie, kupiłem tę przekąskę w większości dlatego, że nie wiedziałem, czym jest ów Larb. Po otworzeniu opakowania moim oczom ukazał się przezroczysty, foliowy woreczek pełen paluszków oblepionych żółtawym proszkiem podobnym do vegety. W smaku też były podobne do vegety, tyle ,że z mięsnym posmakiem. Można też było wyczuć sos sojowy i ciekawy, azjatycki smaczek. Brzmi ohydnie, ale miało coś w sobie, i, gdyby nie cena, kupowałbym to często.

pretz

Na drugim miejscu plasuje się słodki przysmak – paluszki z polewą z zielonej herbaty. Estetyczne, zachęcające do kupna opakowanie, promocja na case’y na Iphone’y 5S promowane przez młodą Azjatkę na pierwszym planie. Z tyłu kolejna reklama zajmująca całą górną połowę. Na dole kolejna. Niby fajnie, wszystko związane z tematem, ale ile można? Jeszcze może niech reklamy na poszczególnych paluszkach drukują? Po otworzeniu opakowania ta sama folia, w którą zapakowane są słodkości. W smaku dobre, słodkie, ale nie przesłodzone. Do końca nie da się tego opisać, gdyż posmak jaki zostaje po zjedzeniu jest czymś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłem. Minimalnie podobne do soku z mango z trawą cytrynową.

Dalej mamy kasztany jadalne. Dopóki ich nie posoliłem, właściwie nie miały smaku. Później miały smak… chrupkich frytek lekko skropionych cytryną (baardzo lekko). Właściwie były całkiem dobre, co jednak nie zmienia faktu, że zjadłem tylko dwa.

kasztany

Ostatnie na liście są glony. NIKOMU nie polecam ich ani jeść, ani wąchać. Smak tranu z domieszką ryby, wygląd zielonej, pomiętej kartki. Tanie, ale nie-ja-dal-ne.

glony

Mam nadzieję, że podobał Ci się pierwszy artykuł na blogu. Jako bonus wrzucam zdjęcie Mo Chi,o których będzie osobny materiał. 🙂

mochi

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s