The Binding of Isaac: Rebirth i… paczka od Macieja Sieradzkiego.


Witajcie po dłuższej przerwie. 🙂 Mam nadzieję, że choć trochę tęskniliście. Jestem padnięty po całym tygodniu, ale, ale! W głowie roi mi się pełno pomysłów na nowe wpisy. 🙂

Dzisiaj o The Binding Of Isaac: Rebirth + mały bonusik, czyli zapowiedź jutrzejszego wpisu. Najpierw krótko o fabule i rodzaju gry wg portalu gram.pl:

The Binding of Isaac to strzelanka roguelike, w której przemierzamy generowane losowo podziemia. Ich struktura przypomina lokacje pojawiające się w grze The Legend of Zelda. Z kolei zastosowane tu sterowanie opiera się na rozwiązaniach znanych z takich produkcji jak Robotron czy Smash TV.

W przeciwieństwie do większości gier z elementami RPG, w The Binding of Isaac nie występuje standardowy model zdobywania doświadczenia. W trakcie wędrówki gracz znajduje przedmioty, które poprawiają jego umiejętności oraz pomagają w rozwiązywaniu klasycznych zagadek. Każdy etap zawiera sklep, pomieszczenia z ukrytymi skarbami, bossa oraz inne sekretne lokacje, pełne unikatowych przedmiotów. Wśród nich możemy wyróżnić wzmocnienia broni czy artefakty, które dają nam stałe bonusy. Większość z występującego w grze ekwipunku da się ze sobą łączyć, więc wraz z postępem fabuły stajemy się coraz potężniejsi, a także zmienia się wygląd postaci.”

Dalej, o fabule:

„Fabuła gry oparta jest na biblijnej historii opowiadającej o Abrahamie i próbie wiary jakiej poddał go Bóg, gdy nakazał mu złożenie syna Izaaka w ofierze. W The Binding of Isaac: Rebrith gracze wcielają się w małego chłopca i ukrywają się przed niebezpieczeństwem w piwnicy domu, która okazuje się koszmarnym labiryntem zamieszkanym przez demony i stwory z najgorszych koszmarów.”

Zapowiada się ciekawie? Nie? Jeśli nie, to masz dobrego nosa. 😉 Gra na pierwszy rzut oka jest BE – ZNA – DZIEJ – NA. Wydawało mi się, że już wolałbym grać w tetrisa, czy nawet postawić pasjansa niż w to grać. Do czasu, aż udało mi się poczynić spory progres i przeszedłem dwa poziomy dalej niż zwykle. W tym tygodniu nie zdarzyło mi się wiele bardziej satysfakcjonujących rzeczy. I wtedy się zaczęło! Grałem w każdej wolnej chwili, a każde zwycięstwo, czy zdobycie najgłupszego przedmiotu było bardzo kojące i przyjemne.

Jak na razie gram Azazelem i Eve, czyli dwiema (według mnie) najprostszymi do prowadzenia postaciami), ale niedługo zamierzam próbować tytułowego Izaaka. Nie rozgryzłem jeszcze całej mechaniki gry, ale nie o to chodzi! Przecież to jak Dark Souls! Każdy nowy boss, przedmiot, karta, czy tabletka to nowe wyzwanie, niebezpieczeństwo. Często stąpa się po cienkiej linii – chwila nieuwagi i nie żyjesz, odrobina szczęścia i zyskujesz więcej serc.

Osobiście polecam tę grę z całego serca osobom, które lubią trudne gry, mają stalowe nerwy i nie boją się wyznań. 🙂

A teraz bonusik – przy dobrych wiatrach jutro zobaczycie  unboxing paczki od Maćka Sieradzkiego – www.sklep.macieksieradzky.com , a najlepsze jest to, że nie wiem, co jest w środku. 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s